Bylo jak zwykle pyszne, ale najlepsze pad thai jadlam z wozka ustawionego na ulicy w Bangkoku. Tak, nie stosowalam sie do zadnych regul w mojej podrozy po Azji Poludniowo-Wschodniej i jadlam jedzenie z ulicznych wozkow i pilam sok z ulicznych sklepikow... Ani razu nie bylam chora. A za to ile przyjemnosci! O innych przyjemnosciach podrozy w tamtym rejonie - wlacznie z karaluchami chodzacymi po pasazerach nocnej dzonki plynacej na Koh Samui - moze pozniej.
wtorek, 7 czerwca 2011
Pad thai
Dzis na lunch jedlismy pad thai - popularne danie tajskie, ktore glownie sklada sie z makaronu, kielkow sojowych, sosu z orzeszkow ziemnych i roznych innych ziol i warzyw.

Bylo jak zwykle pyszne, ale najlepsze pad thai jadlam z wozka ustawionego na ulicy w Bangkoku. Tak, nie stosowalam sie do zadnych regul w mojej podrozy po Azji Poludniowo-Wschodniej i jadlam jedzenie z ulicznych wozkow i pilam sok z ulicznych sklepikow... Ani razu nie bylam chora. A za to ile przyjemnosci! O innych przyjemnosciach podrozy w tamtym rejonie - wlacznie z karaluchami chodzacymi po pasazerach nocnej dzonki plynacej na Koh Samui - moze pozniej.
Bylo jak zwykle pyszne, ale najlepsze pad thai jadlam z wozka ustawionego na ulicy w Bangkoku. Tak, nie stosowalam sie do zadnych regul w mojej podrozy po Azji Poludniowo-Wschodniej i jadlam jedzenie z ulicznych wozkow i pilam sok z ulicznych sklepikow... Ani razu nie bylam chora. A za to ile przyjemnosci! O innych przyjemnosciach podrozy w tamtym rejonie - wlacznie z karaluchami chodzacymi po pasazerach nocnej dzonki plynacej na Koh Samui - moze pozniej.
poniedziałek, 6 czerwca 2011
Din Tai Fung
Azja slynie z wielu roznych rodzajow przepysznych pierogow. :Sa "dim sum", czyli rozne rodzaje smazonych i gotowanych na parze pierogow jedzonych rano, czy tez w godzinach poludniowych w weekendy. Sa "won ton" , ktore na ogol plywaja w przepysznych zupach. No i sa tez pierogi z Din Tai Fung.
Din Tai Fung to znana na Tajwanie restauracja, ktora slynie glownie ze swoich pierogow. Filie restauracji znajduja sie tez w innnych krajach Azji poludniowo-wschodniej, a poza Azja - dwie placowki znajduja sie w miescie Arcadia, na obrzezach Los Angeles. Co za szczescie!!! (Ok, przyznaje, ze wlasnie otworzono tez filie w Seattle, ale to zupelna nowosc.)
Pierogi w Din Tai Fung sa tez gotowane na parze, w specjalnych bambusowych pojemnikach, w ktorych kelnerzy przynosza je do stolika. Ale smak maja inny od dim sum, niepowtarzalny! Najlepsze sa tzw. "juicy pork dumplings" - te pierogi naprawde sa soczyste! Ja sie je z mieszanka octu ryzowego i sosu sojowego i kawalkow imbiru. Najlepiej nakladac pierog na chinska lyzke, polewac sosem i jesc w calosci. Pierogi sa tak pelne soku, ze lepiej nie probowac ich przegryzac!

Pierogi na deser sa rownie pyszne. Slodkie taro jest delikatne w smaku i pelne slodyczy; czerwona fasola jest slodkawa i o unikalnym smaku; a czarny sezam przypomina karmel i czekolade. Pycha!


Seattle - pora swietowac!
Din Tai Fung to znana na Tajwanie restauracja, ktora slynie glownie ze swoich pierogow. Filie restauracji znajduja sie tez w innnych krajach Azji poludniowo-wschodniej, a poza Azja - dwie placowki znajduja sie w miescie Arcadia, na obrzezach Los Angeles. Co za szczescie!!! (Ok, przyznaje, ze wlasnie otworzono tez filie w Seattle, ale to zupelna nowosc.)
Pierogi w Din Tai Fung sa tez gotowane na parze, w specjalnych bambusowych pojemnikach, w ktorych kelnerzy przynosza je do stolika. Ale smak maja inny od dim sum, niepowtarzalny! Najlepsze sa tzw. "juicy pork dumplings" - te pierogi naprawde sa soczyste! Ja sie je z mieszanka octu ryzowego i sosu sojowego i kawalkow imbiru. Najlepiej nakladac pierog na chinska lyzke, polewac sosem i jesc w calosci. Pierogi sa tak pelne soku, ze lepiej nie probowac ich przegryzac!
Pierogi na deser sa rownie pyszne. Slodkie taro jest delikatne w smaku i pelne slodyczy; czerwona fasola jest slodkawa i o unikalnym smaku; a czarny sezam przypomina karmel i czekolade. Pycha!
Seattle - pora swietowac!
niedziela, 5 czerwca 2011
Artysta czy wandal?
Muzeum sztuki wspolczesnej w Los Angeles (popularnie zwane MOCA) ma aktualnie fascynujaca - i ogromna - wystawe poswiecona "street art". Wystawa przedstawia graffiti, pomalowane samochody, zdjecia pomalowanych wagonow kolejowych, plakaty, zdjecia z ulic, ogromne instalacje przypominajace cale male dzielnice, i wiele jeszcze wiecej. (zdjecia wkrotce.)
Wiele prac robi duze wrazenie - wyraziste kolory, ciekawa kompozycja, nietypowe przeslanie. Ale ogladajac wystawe nie moglam sie pozbyc wrazenia, ze przeciez "artysci" niszcza cos, cos skonczonego, pieknego, funkcjonalnego, zeby na tym dodac swoje imie, ksywke, czy tekst. Czy maja do tego prawo? Czy to, ze tworza w imie sztuki ich z tego niszczenia rozgrzesza? Czy tez sa zwyklymi wandalami?
Wystawa w LA jest do 8-ego sierpnia, skad odjezdza do muzeum w Brooklynie, gdzie bedzie moznaja ogladac od marca do lipca 2012. Warta obejrzenia.
Wiele prac robi duze wrazenie - wyraziste kolory, ciekawa kompozycja, nietypowe przeslanie. Ale ogladajac wystawe nie moglam sie pozbyc wrazenia, ze przeciez "artysci" niszcza cos, cos skonczonego, pieknego, funkcjonalnego, zeby na tym dodac swoje imie, ksywke, czy tekst. Czy maja do tego prawo? Czy to, ze tworza w imie sztuki ich z tego niszczenia rozgrzesza? Czy tez sa zwyklymi wandalami?
Wystawa w LA jest do 8-ego sierpnia, skad odjezdza do muzeum w Brooklynie, gdzie bedzie moznaja ogladac od marca do lipca 2012. Warta obejrzenia.
piątek, 3 czerwca 2011
Niezly rachunek
Jeden z moich pracownikow przeslal nam wczoraj rachunek, ktory 5-ego maja nabily nam nieznane osoby podczas jakiejs "hedge fund conference" w Las Vegas. Rachunek w ekskluzywnym i bardzo popularnym klubie Tryst w hotelu Wynn w Las Vegas opiewa na sume prawie $190000. Nie, to nie jest literowka - 190 tysiecy dolarow. Czyli tyle mniej wiecej ile kosztuje czteroletnia edukacja na Harvardzie.
Jak to sie im udalo? Najwiekszym wydatkiem bylo piec ogromnych butelek Nebuchadnezzar's of Veuve Cliquot, po 25 tysiecy za butelke, ktory podobno w sklepie mozna nabyc juz za 2 tysiace. Najtaniej w sumie wyszlo 55 kieliszkow wodki Grey Goose. Choc dziwne, ze dopiero po tylu kieliszkach towarzystwo stwierdzilo, ze moze oplaci sie kupic cala butelke.
Wiele jest rzeczy, ktore wkurzalyby na tym rachunku. Sumienie powinno komus zakazac liczenia 30-tysiecznego napiwku. Lokalne i stanowe podatki w wysokosci 12 tysiecy to tez skandal. Ale najwiekszym skandalem jest chyba to, ze przy takich wydatkach, Tryst nie smial im nawet dac darmowej butelki Pellegrino (mala za $8) czy Red Bull'a (mala za $9). Consider yourselves warned.
Jak to sie im udalo? Najwiekszym wydatkiem bylo piec ogromnych butelek Nebuchadnezzar's of Veuve Cliquot, po 25 tysiecy za butelke, ktory podobno w sklepie mozna nabyc juz za 2 tysiace. Najtaniej w sumie wyszlo 55 kieliszkow wodki Grey Goose. Choc dziwne, ze dopiero po tylu kieliszkach towarzystwo stwierdzilo, ze moze oplaci sie kupic cala butelke.
Wiele jest rzeczy, ktore wkurzalyby na tym rachunku. Sumienie powinno komus zakazac liczenia 30-tysiecznego napiwku. Lokalne i stanowe podatki w wysokosci 12 tysiecy to tez skandal. Ale najwiekszym skandalem jest chyba to, ze przy takich wydatkach, Tryst nie smial im nawet dac darmowej butelki Pellegrino (mala za $8) czy Red Bull'a (mala za $9). Consider yourselves warned.
środa, 1 czerwca 2011
Dzien Dziecka
W Stanach wcale nie obchodzi sie Miedzynarodowego Dnia Dziecka. To, ze dorosli o nim nie wiedza jest oczywiste, bo nikt nawet sobie zartobliwie nie sklada zyczen z tej okazji w pracy - ale czasami zastanawiam sie, czy dzieci tez o tym nie wiedza? Dzieci amerykanskie sa na ogol dosc dobre w 'wymuszaniu' prezentow, wiekszej ilosci jedzenia czy jeszcze jednej coli, wiec dziwie sie, ze nie wykorzystuja tak dobrej okazji. ;)
W kazdym razie wszystkim dzieciom w Polsce - i dzieciom we wszystkich nas - zycze wesolego Dnia Dziecka! :)
W kazdym razie wszystkim dzieciom w Polsce - i dzieciom we wszystkich nas - zycze wesolego Dnia Dziecka! :)
Memorial Day
W Stanach obchodzi sie okolo dziesieciu swiat panstwowych w roku. Do czterech najwazniejszych niewatpliwie naleza: Independence Day 4-ego lipca, Thanksgiving Day w ostatni czwartek listopada, Memorial Day w ostatni poniedzialek maja i Labor Day w pierwszy poniedzialek wrzesnia.
Zwroccie uwage, ile swiat amerykanskich przypada w stale dni tygodnia - to nie przypadek. Tak samo obchodzi sie: Dzien Matki - w druga niedziela w maju; Dzien Ojca - w trzecia niedziela w czerwcu itp. itd. Dzien Niepodleglosci 4-ego lipca i Walentynki 14-ego lutego to chyba jedyne swieta, ktore zawsze wypadaja w ten sam dzien kalendarzowy. W tych stalych dniach tygodnia jest pewna logika - wiadomo, ze konsumenci wydadza wiecej pieniedzy w Dniu Matki w niedziele - sniadania, brunche, popoludnia w spa, wspolne zakupy, eleganckie kolacje itp. - niz gdyby przypadal w poniedzialek. Az sie dziwie, ze Walentynek nikt nie przesunal na sobote - chyba tylko dlatego, ze restauracje i tak robia w ten dzien najwiekszy biznes, nie wazne w ktorym dniu tygodnia przypada. ;)
Ale co ciekawe w tych swietach panstwowych to, ze tak naprawde panstwowymi w sensie zrozumienia polskiego nie sa. Bo owszem, banki i firmy nie pracuja. Ale wszystko inne jest otwarte - i sklepy z jedzeniem, gdzie w ostatniej chwili mozna kupic hamburgery czy piwo; i restauracje, gdzie mozna leniwie siedziec przy lunchu; i sklepy z ciuchami, gdzie mozna wydac wiecej pieniedzy, bo jest przeciez wiecej czasu... Jadac na grilla do znajomych, bylam zszokowana iloscia otwartych sklepow - i tych malych butikow i ogromnych centrow.
No i co jest chyba najciekawsze w swietach amerykanskich to wlasnie to grillowanie. Swieta amerykanskie obchodzi sie przy grillu - nazywanym barbeque. Tak jak barbecue w Anglii, bbq w Australii czy barbie w Nowej Zelandii... Byle angielskie kolonie dziela sie chyba po rowni miloscia do krykieta i do barbeque. ;) Amerykanskie barbeque to hamburgery, kielbasy, rozne inne miesiwa (duzo), warzywa (malo), salatki (malo), i piwo i alkohole (duzo). Chyba ze akurat, tak jak my, masz nieszczescie isc na barbeque do wegetarianina. ;) Nasz znajomy wegetarianin twierdzil, ze jesli nie mamy jakichs ekstrawaganckich zyczen odnosnie jedzenia, to on juz wszystko kupil i ma gotowe. "Mieso tez?" "Mieso tez!". Po przyjsciu okazalo sie, ze byl tylko jeden rodzaj kielbasy (tragiczny w porownaniu do ogolu kielbas; super w porownaniu do reszty jedzenia); jeden rodzaj miesa (mieso koreanskie, ktore normalnie lubie, ale to akurat mi nie smakowalo) i duzo - duzo!! - warzyw. Grilled veggies, anyone? ;)
Zwroccie uwage, ile swiat amerykanskich przypada w stale dni tygodnia - to nie przypadek. Tak samo obchodzi sie: Dzien Matki - w druga niedziela w maju; Dzien Ojca - w trzecia niedziela w czerwcu itp. itd. Dzien Niepodleglosci 4-ego lipca i Walentynki 14-ego lutego to chyba jedyne swieta, ktore zawsze wypadaja w ten sam dzien kalendarzowy. W tych stalych dniach tygodnia jest pewna logika - wiadomo, ze konsumenci wydadza wiecej pieniedzy w Dniu Matki w niedziele - sniadania, brunche, popoludnia w spa, wspolne zakupy, eleganckie kolacje itp. - niz gdyby przypadal w poniedzialek. Az sie dziwie, ze Walentynek nikt nie przesunal na sobote - chyba tylko dlatego, ze restauracje i tak robia w ten dzien najwiekszy biznes, nie wazne w ktorym dniu tygodnia przypada. ;)
Ale co ciekawe w tych swietach panstwowych to, ze tak naprawde panstwowymi w sensie zrozumienia polskiego nie sa. Bo owszem, banki i firmy nie pracuja. Ale wszystko inne jest otwarte - i sklepy z jedzeniem, gdzie w ostatniej chwili mozna kupic hamburgery czy piwo; i restauracje, gdzie mozna leniwie siedziec przy lunchu; i sklepy z ciuchami, gdzie mozna wydac wiecej pieniedzy, bo jest przeciez wiecej czasu... Jadac na grilla do znajomych, bylam zszokowana iloscia otwartych sklepow - i tych malych butikow i ogromnych centrow.
No i co jest chyba najciekawsze w swietach amerykanskich to wlasnie to grillowanie. Swieta amerykanskie obchodzi sie przy grillu - nazywanym barbeque. Tak jak barbecue w Anglii, bbq w Australii czy barbie w Nowej Zelandii... Byle angielskie kolonie dziela sie chyba po rowni miloscia do krykieta i do barbeque. ;) Amerykanskie barbeque to hamburgery, kielbasy, rozne inne miesiwa (duzo), warzywa (malo), salatki (malo), i piwo i alkohole (duzo). Chyba ze akurat, tak jak my, masz nieszczescie isc na barbeque do wegetarianina. ;) Nasz znajomy wegetarianin twierdzil, ze jesli nie mamy jakichs ekstrawaganckich zyczen odnosnie jedzenia, to on juz wszystko kupil i ma gotowe. "Mieso tez?" "Mieso tez!". Po przyjsciu okazalo sie, ze byl tylko jeden rodzaj kielbasy (tragiczny w porownaniu do ogolu kielbas; super w porownaniu do reszty jedzenia); jeden rodzaj miesa (mieso koreanskie, ktore normalnie lubie, ale to akurat mi nie smakowalo) i duzo - duzo!! - warzyw. Grilled veggies, anyone? ;)
Obsluga klientow
Pare dni temu kupowalam bielizne w domu towarowym Nordstrom. Przy placeniu, ekspedientka standardowo - przynajmniej w Stanach - spytala mnie: "has anybody helped you today?". Odpowiedzialam, ze nie. Na co eskpedientka, przerazona i widocznie zmartwiona, odpowiedziala: "Oh, I'm sorry!" Musialam ja zapewnic, ze nie musi byc, bo pomocy nie potrzebowalam - zawsze kupuje ta sama bielizne DKNY, ktora o dziwo sprzedzaje tylko Nordstrom. Ale widzialam, ze zszokowanej brakiem pomocy ekspedientki to nie uspokoilo. W Stanach im wiecej pomocy, tym lepiej, nawet jesli jej nie potrzeba. ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


